Nazwisko Porzyckiego przyszło w samą porę.
Tuśka podniosła głowę.
— No, jedź, bo się spóźnisz.
— Tak, tak... Do widzenia za tydzień! Telegrafuj z Granicy. Wyjdę na kolej... Bądź zdrowa.
Pocałował ją w czoło i w rękę.
— Pito, do widzenia!
W milczeniu Pita całuje ojca w rękę.
Jeszcze raz z progu odwraca się Żebrowski:
— A więc za tydzień.
Tuśka nic nie odpowiada. Żebrowski zajęty serdakiem, który przytroczył do pasków pledu, nie zwraca na to uwagi.