Jednego poranku rzuca nagle Porzycki pytanie:
— Pisała pani do męża?
Tuśka podnosi na niego zdziwione oczy.
— Ja?
— No, tak.
— Po co? Zawiadomię go później, gdy już stąd wyjedziemy...
Porzycki zasłania się dymem z cygara.
— To zła taktyka... — mówi — pan Żebrowski będzie niespokojny, gotów przyjechać.
Na twarzy Tuśki odbił się przestrach.
— Tak pan myśli?