— To jeszcze nic pewnego!

— Nie rób tego — zawołała aktorka z żywością — ty nie jesteś urobiony na człowieka, który może się obarczać kimś tak niezdecydowanym i bez wyrazu jak Tuśka... Ja ciebie znam! Zjesz ją i zjesz siebie... Potrzebujesz całej siły, swobodnej myśli... Co ty z nią zrobisz? co?

— Mówię ci, że to jeszcze nic pewnego.

— Tym lepiej, tym lepiej. Bo to stać się nie może, to stać się nie powinno! Ja cię o to proszę!...

Gorący był ton jej głosu.

Usta jej drżały. Ogarnęło ją wzruszenie. Coś z tego wzruszenia udzieliło się i Porzyckiemu. Spojrzał na nią i odnalazł ją całą taką, jaka była przed laty, gdy tak wracali razem do tej Jaszczurówki, spędzając w Zakopanem letnie ferie pierwszego roku wspólnego w Krakowie engagement.

— Dlaczego ci tak o to chodzi? — zapytał zniżając głos mimo woli choć nikogo poza nimi ani przed nimi nie było. — Czy chodzi ci o Żebrowską?

— Ach! nie... Cóż mi do niej? Jakkolwiek taka kobieta ze świata, która żyła już w prawym małżeństwie, będzie się czuła zawsze nieszczęśliwą w takim...

— Dzikim, naszym...

— Właśnie. Ale ona wie, co robi. Jest już niemłoda. Lecz ty! ty!... Właśnie teraz, gdy powinieneś bardzo się przygotować i obliczyć z siłami! Scena lwowska jest wymagająca — intrygować będą przeciw tobie... Ja cię poprę, ale to nic. Ty sam! sam musisz wszystko, a ty się teraz właśnie chcesz obarczyć całą jakąś domową tragedią...