Szybko teraz ona przycisnęła jego rękę do ust. Nie bronił się. Był do tego przyzwyczajony. Tak zawsze dziękowała mu, gdy był dla niej dobry, gdy gra jego porywała ją lub gdy postąpił „uczciwie”.

— I prawda, że to będzie rzecz... uczciwa? — zapytał uśmiechając się z przymusem.

— Nie wiem — odparła — czy będzie uczciwa, ale wiem, że dla ciebie dobra i konieczna.

Rozeszli się z wolna każde w swoją stronę, lecz już mieli znów pełne serce i duszę jedno drugiego.

Bo łączyły ich przebyta nędza, wspólny wzrost artyzmu i te „deski teatralne”... które silniejsze są niż ślubna przysięga, niż wszelka moc.

Te na pozór nic nie znaczące deski...

XXXVIII

Z jękiem przeleciał nad Krakowem hejnał jak ptak, który krąży dookoła grobu i nawoływać się zdaje.

Od okna oderwała się Tuśka, powstała powoli i podeszła na środek numeru.

Na stole paliła się świeca i cały pokój tonął w przykrym, niewyraźnym świetle.