— Och!... och!...
On drgnął cały.
— Pani!... Tuśko!.. uspokój się!... to noc, to hotel!...
Łzy lawiną płyną z jej oczu.
— Och!... och!...
W sąsiednim numerze zachrobotano.
— Tuśko... błagam cię! — mówił Porzycki.
Rozległo się pukanie.
— Proszę się zachowywać ciszej i przyzwoicie! — dał się słyszeć przez drzwi jakiś głos niechętny. — My chcemy spać!...
Na Tuśkę jakby spadło uderzenie szpicruty.