Pokojówka odchodzi.
I teraz z kolei — powoli, automatycznie Porzycki dowleka się do łóżka i pada na nie, a wyraz ogromnej, smutnej rezygnacji ogarnia z wolna jego oczy, usta...
XXXIX
Gwizd przenikliwy.
Tupot, potrącanie ludzi, rzeczy, woń jakiegoś więdnącego w rękach kobiety bukietu zmieszana z zapachem gryzącego węgla.
Koło wagonów idą Porzycki, Tuśka i Pita. Idą w milczeniu, jakby korowód skazańców. Tuśka niesie prześliczny bukiet, Pita ogromne pudło cukierków.
Na pozór są to ludzie spokojni, weseli, którym nic w życiu nie brakuje. Panie odjeżdżają, grzeczny znajomy odprowadza je na dworzec...
Słowem — wszystko w porządku.
Porzycki bardzo się troszczy, aby panie wygodnie jechały. Sam wybrał wreszcie oddzielny mały przedział, porozumiał się z konduktorem.
— Tu będzie paniom doskonale!...