Tuśka odetchnęła.
Nie umiała wytłumaczyć sobie, dlaczego ten góral sprawiał na niej tak odpychające wrażenie. Lubiła przecież swoją gaździnę i patrzała na jej twarz i postać z pewną przyjemnością.
Nagle uczuła, iż ktoś od ulicy przez balustradę pociąga ją za brzeg sukni.
Mimo woli podniosła się i przechyliła, starając się zobaczyć, kto zaczepia ją w ten sposób.
Na dole, u kamiennej ściany, dostrzegła białą guńkę i twarz o rozwartej czeluści ust ku niej wzniesioną.
Z werandy padało trochę światła.
Poznała Wojtka Gąsiennicę.
Zarumieniona spytała prawie głośno:
— Czego chcecie?
— Może póńdziecie f góry ze mną? — wyskrzypiał głos górala. — Jo wos poprowadzę piknie na Giewont... gdzie fcecie... Nadaliście mi się.