Propozycja była zwykłego przewodnika, ale zęby białe śmiały się, oczy w cieniu błyszczały.
— Dajcie mi spokój — rzuciła gniewnie Tuśka.
Pita podniosła się z krzesełka, oparta o balustradę, i patrzała.
Lecz góral nie odchodził.
Znów Tuśkę za suknię pociągnął.
— Może póńdziecie...
Lecz w tej chwili spoza balustrady mignęła czarna hebanowa laska z ogromnym srebrnym monogramem.
— Mój człowieku, idźcie swoją drogą i zostawcie tę panią w spokoju.
Tuśka spojrzała.
Obok niej stał wysoki, młody mężczyzna z maleńkimi wąsikami, rosły, w białej kamizelce.