To samo czyni i Pita.
Góral machnął lejcami, konie szarpnęły z miejsca, dorożka stęknęła i zarechotała jak całe stado rozjuszonych żab.
Aktor Porzycki wionął ku odjeżdżającym dość elegancką „panamą”. Tuśka bezwiednie oddała mu ukłon.
Pita w tej chwili także pochyliła główkę.
I obie jadą teraz przez ciemne Krupówki, poznaczone tylko po bokach, gdzieniegdzie, jasnością oświetlonych werand i okien.
I obie mają jakieś rozjaśnione i zadowolone miny.
VII
Nazajutrz nadzwyczajne szczekanie wielkiego podwórzowego brytana zbudziło Tuśkę i Pitę.
Porwały się obie i siadły na łóżkach, przecierając oczy.
— Cóż znowu za psisko! — wyrzekła zirytowanym głosem Tuśka.