— Może to w sąsiedniej willi.
— To będzie przyjemność.
Szczekanie zamieniło się w przeciągłe wycie.
— Ależ to tu, w domu, w sieni — wyrzekła znów Tuśka odrzucając kołdrę.
Ale przenikliwe, poranne zimno zakopiańskie zmusiło ją do powrócenia do łóżka.
Szczekanie brytana umilkło, natomiast zaczął poszczekiwać jakiś mały szczeniak.
— Cóż to? Cała rodzina?
— Och, mamo!... to szczenię, prawda?
— Szczenię.
— Ja zobaczę.