— Ani mi się waż, przeziębisz się. Leż spokojnie. Dopiero ósma.

Nagle miauknął kot.

— Cała menażeria! — westchnęła Tuśka. — Już ja się z gaździną rozmówię.

Lecz za drzwiami zaczął się rozgrywać cały dramat. Kot spotkawszy się widocznie z brytanem parskał, a pies warczał i naszczekiwał. Trwało to długą chwilę, wreszcie wrzask koci i szczekanie psie zwarły się w jeden głos, tworząc tak straszny hałas, że Tuśka wyskoczyła jak szalona z łóżka i pobiegła do okna.

Otworzyła je i wychyliwszy się, zaczęła wołać rozpaczliwie:

— Gaździna!... Wikta!...

Spoza węgła wysunęła się gaździna.

— A co kcom?

— Wypędźcie natychmiast te psy i koty z sieni.

Lecz Wikta ani na chwilę nie straciła spokoju.