— Nikany ni ma psów ani kotów — odrzekła powolnie.
— Jak to? Nie słyszycie, jak szczekają i wrzeszczą?
Lecz gaździna potrząsnęła tylko głową:
— To nie psy ani kocury, to je mój gość...
— Gość?
— Haj... o mlicysko się upominajom. To on takie figlasy robi!
I podszedłszy ku oknu, gaździna odezwała się głośniej:
— A cichojcie, zaro wam mlicysko piknie przyniosę.
Szczekanie i miauczenie natychmiast ustało.
Tuśka, zirytowana i zziębła, wróciła do łóżka. Pita, która ze swego posłania słyszała rozmowę matki z gaździną, miała minę zdumioną i oczy szeroko otwarte.