— Śpij — rzekła do niej przechodząc matka. — To jakiś wariat widocznie sprowadził się w nocy. Jeżeli się nie będzie przyzwoicie zachowywał, zażądam, żeby się wyniósł.
Położyła się, otuliła kołdrą i próbowała zdrzemnąć się jeszcze, gdyż czuła, że ogarnia ją migrena.
Przez kwadrans panowała wzorowa cisza.
Nagle odezwał się silny głos trąby.
Ktoś grał walca ze Słodkiej dziewczyny na dużej trąbie, a przenikliwy, trywialny głos dętego instrumentu rozlegał się z rozpaczliwą siłą w drewnianych ściankach chaty.
I znów Tuśka i Pita, jakby na sprężynach, usiadły na posłaniu.
— Co to jest? — jęknęła Tuśka.
— To trąba, mamusiu! — objaśniała Pita.
— Boże!... ten człowiek gra na trąbie... ależ to straszne! Ja, która już znieść nie mogę waszych gam i ćwiczeń fortepianowych.
— Ustaje...