Głos trąby skonał.

Natomiast wypłynął głos skrzypiec, na których ktoś wcale nieźle grał Śmierć Azy Griega.

— I to jeszcze!... — wyszeptała Tuśka.

Lecz jakby zbudziła się w niej energia, znów wyskoczyła z łóżka i pobiegła ku oknu.

— Gaździna! Wikta!

Spoza tego samego węgła wysunęła się gaździna i znów spytała:

— Cego kcom?

— Ktoż tam znowu gra?

Gaździna zsunęła chustkę z ucha i nasłuchiwała przez chwilę.

— To je mój gość. Lezy se grajęcy.