— Wynajęliście mi mieszkanie mówiąc, że tu jest spokój i cicho.
— Ano...
— Ładnie cicho: jak nie psy, to trąba, jak nie trąba, to skrzypce.
Gaździna ujęła w rękę fartuch i z przyzwyczajenia zaczęła obcierać belki chałupy.
— Nikany ni ma żadnej trąby ani skrzypecków.
— Jak to nie ma, słuchajcie!
— A wej słysę.
— No, więc.
— A to przecie tak piknie grajom nie na trąbce i nie na skrzypeckach, ino na gębusi.
— !!!