— Ano... złozy se ten pon gębusię i tak se parska, a to niby skrzypki albo trąba, hej.
Tuśka zamknęła okno.
W łóżku siedziała zachwycona Pita.
— Proszę mamusi, to ten pan tak ślicznie imituje trąbę?
— Widocznie.
— Ach, Boże! żebym ja tak umiała.
— Właśnie, tego by brakowało.
Serenada ustała.
— Szkoda — westchnęła Pita.
— Bogu dzięki — mruknęła Tuśka.