Teraz już na dobre rozsłoneczniło się i rozjaśniło Zakopane. Cała chata zapachniała świerkowym drzewem. Taka sama woń płynęła z lasu.

Matka i dziecko ubierały się, myły i czesały w milczeniu. Tuśka tylko wydała dyspozycję małej, jaką ma włożyć sukienkę i pończoszki. Chodząc po pokoju, zauważyła, że Pita włożyła różę, otrzymaną wczoraj, w szklankę i umywszy się starannie, wodę w tej szklance zmieniła.

Róża ta przypomniała Tuśce cały wczorajszy wieczór. Dziwne połyskliwe oczy aktora, jego trochę narzucający się sposób zachowania, a mimo to pewne jakieś uczucie ciepła moralnego, które ją z jego zbliżeniem przeniknęło.

Uśmiechnęła się przypominając sobie jego słowa:

— Szkoda, że nie mam drugiej róży...

Tak dawno już nie dostawała kwiatów!

A kobiety tak lubią, gdy im kto bodaj bukiecik fiołków za parę groszy rzuci.

Zwłaszcza te kobiety, za którymi pozapadały tak zwane klamki.

Bo one są jak groby opuszczone i samotne, które od przechodniów domagają się bodaj jałmużny kwiecia.

Nagle w sieni ozwał się stłumiony odgłos warczącego bębna.