Tuśka i Pita zwróciły głowy ku drzwiom.

Warczenie bębna uporczywie rozlegało się niedaleko ich drzwi i wypełniało całą sień.

Oczy Pity wyrażały znów nie znany u niej wyraz zachwytu.

Natomiast Tuśka zapłonęła cała od gniewu.

— Nie, tego już nadto!

— O! mamo! — szepnęła Pita — to już niepodobna, żeby to człowiek naśladował... Ten pan musi mieć bęben.

Tuśka sczesała szybko włosy z czoła, zapięła na piersiach niebieską, flanelową matinkę i pobiegła ku drzwiom.

Otworzyła je jednym szarpnięciem i wychyliła się ku sieni.

Sień była ciemna, bo drzwi od ulicy były zamknięte.

Przy ścianie Tuśka dostrzegła pochylonego nad rowerem mężczyznę.