Hassan młodzieniec na te wodotryski

Poglądał, siedząc obok odaliski,

I śpiew jej milsze zdawał się mieć tony

Gdy był do szmeru kaskad nastrojony.

Lecz Hassan stary, nigdy sennej skroni

Wieczorem u tej kaskady nie skłoni:

Z marmurów woda uciekła chłodząca,

Z serca Hassana wyszła krew gorąca.

Tu nie usłyszysz już głosu człowieka,

Nikt się nie śmieje, nie klnie, nie wyrzeka: