Roztopiły się wkoło szklane błonie,

Zważałem ciężar, dziwnie mi się zdało —

Ruszył się — pewnie morze nim ruszało.

Może to było księżyca błyśnienie,

Nagle odbite o morza przestrzenie;

Patrzyłem ciągle, i wodne obręcze,

W mniejsze i węższe ściskały się tęcze,

Jakby ich środkiem kamień przepadł do dna;

Na koniec w środku wyszła bańka wodna —

Perłowe kółko — błysnęło — przepadło.