Gdzie sępy ostrzą dzioby o granity

I lecą na dół; już zwietrzyli łupy;

Nim zajdzie słońce, będą świeże trupy.

U spodu rzeka, która w zimie bucha

Ogromną wodą, a w upały sucha

Nagie i czarne łono swe odsłania

I kilka kaskad srebrzystych pochłania.

Wokoło ścieżki kawały granitu

Leżą bezładnie strącone ze szczytu;

Czas je pospychał, albo zbiły gromy.