Wierzch skały niknie we mgle niewidomy,
Bo żaden z ludzi czoła Lijakury46,
W pogodę nawet nie widział bez chmury.
Już w gaj wjechali i po kilku chwilach
Dojdą wierzchołka; już krzyczą «Bismillach47!
Tu już bezpiecznie, stąd już widać błonie,
Wkrótce w dół zjedziem, na wiatr puścim konie.»
Gdy czausz tak mówił — ogień z góry błysnął,
Nad uchem ołów niewidzialny świsnął,
Tatar przewodnik wyleciał z kulbaki,