Nie zwykł popasać nawet w czas upału.

Nie przysłał darów ślubnych — czy się lenił?

Czy konie strudził? czy serce odmienił? —

Skarga niesłuszna — Już Tatar posłaniec

Widny z daleka, już na skały kraniec

Wstępuje z wolna — już zjeżdża z urwiska

I wąwozami na dół się przeciska.

Koń nic nie winien, koń pewnie z ciężarem,

Zapewnie ślubnym objuczony darem.

Tatara mile przyjmę i nagrodzę