Woła bandaży, szarpi i oliwy,
Żałując, że był może nazbyt żywy.
XV
W tym kraju — myślał — spod polarnej gwiazdy
Może tak gościom szacunek się składa,
Wszak przypominam tutejsze zajazdy,
Gdzie ukłonami gospodarz okrada,
Zamiast przekleństwem i groźbą śród jazdy.
Co czynić? Kona. Rzucić nie wypada
Człeka, samemu jechać w dalszą drogę.