Na nią; wciąż rośnie, usta już zaleje

I nozdrza, już-już nad głową zawlekać

Całun zaczyna... taki czarny... Boże!

Sili się, dusi, a umrzeć nie może.

XXXII

I znów jest wolna; kamienistą drogą

Gdzieś dąży, rani stopy o krzemiona

I coraz potknie się zbolałą nogą;

A jakaś mara, płachtą otulona,

Bieży — a ona, cała zdjęta trwogą,