Kazałem wnieść go do siebie na górę,

Trząsłem, wołałem, ale po próżnicy,

Nie człowiekowi rwać się na naturę.

Zginął — dla lichej sprzeczki, z rąk partacza,

Dostawszy pięć kul z starego garłacza.

XXXV

Patrzyłem w niego, bo go dobrze znałem,

A chociem wielu oglądał zabitych,

Tak cichej śmierci nigdy nie widziałem.

Zda się — spał, a że z pięciu ran zakrytych