— Tak — zgodził się Winston.
O’Brien podniósł się, ewidentnie zadowolony z siebie. Winston zobaczył, jak mężczyzna w białym fartuchu, stojący po lewej stronie łóżka, łamie ampułkę i wciąga zawartość do strzykawki. O’Brien zwrócił się do Winstona z uśmiechem. Poprawił okulary na nosie — niemal tym samym gestem co dawniej.
— Czy pamiętasz, jak napisałeś w dzienniku, że nie ma znaczenia, czy jestem przyjacielem czy wrogiem, skoro cię rozumiem i mógłbyś ze mną porozmawiać? Miałeś rację. Lubię z tobą rozmawiać. Twój umysł mnie fascynuje. Przypomina mój własny, z tą różnicą, że ty jesteś chory. Zanim skończymy na dziś, możesz zadać mi kilka pytań, jeśli masz ochotę.
— Mogę pytać o cokolwiek?
— O cokolwiek. — O’Brien zauważył, że Winston spogląda na przełącznik urządzenia. — Jest wyłączone. Jak brzmi twoje pierwsze pytanie?
— Co zrobiliście Julii? — spytał Winston.
O’Brien ponownie się uśmiechnął.
-– Zdradziła cię, Winstonie. Natychmiast, bez wahania. Rzadko bywam świadkiem tak błyskawicznego przejścia na naszą stronę. Nie rozpoznałbyś jej, gdybyś ją zobaczył. Wypaliliśmy z niej wszelki bunt, krętactwo, skłonność do popełniania głupstw i brudne myśli. Doskonałe nawrócenie, przypadek podręcznikowy.
— Torturowaliście ją.
O’Brien zbył tę uwagę milczeniem.