spotkam na miedzy albo gdzie śród jego

niemych przechadzek i zdejmę kapelusz,

za pozdrowienie dziękuje mi z dala

i baczy na to, bym się nie przybliżył.

Tak schodzą całe tygodnie — i nikt z nas,

ani Brygita, ani ja, nie mamy

sposobu mówić z nim, prócz Ottegeby.

Lecz i ja nieraz usłyszę od niego

jakoweś szorstkie słowo.

Hartmann