Stał się, żyjący, odrobiną ścierwa,

porzuconego na wstrętnym śmiecisku171,

gdzie może sobie poszukać skorupy

i zeskrobywać trąd...

Na twarzy Ottegeby objawia się wewnątrz jakieś dziwne, radosne, prawie niebiańskie zachwycenie. Gdy Henryk upadł, z duszy wyrywa się tryumfalny okrzyk wewnętrznego wyswobodzenia; rzuca się do stóp Henryka i ręce jego okrywa pocałunkami.

Ottegeba

Najdroższy panie!

Pomnijcie, panie, o baranku bożym172!

Ja wiem... ja pragnę... mogę dźwigać grzechy...

Jam ślubowała... Musisz być okupion.