prysła na stronę dzięki mnie, powietrze

krając, miast szyi mojego panicza.

Tak jest! Na koniec dotknęło go wstrętne,

wiecie, choróbsko. A czemu? Ot, z mego

kpił amuletu, drwił z wszelkich zamawiań

i zażegnywań! Ale o tym cicho!

Ja mu zostałem wierny! Tak! Z nim razem

ugrzązłem w chłopskiej sadybie, aż oto

on się ulotnił, zbiegł mi, uciekł w góry.

Henryk