prysła na stronę dzięki mnie, powietrze
krając, miast szyi mojego panicza.
Tak jest! Na koniec dotknęło go wstrętne,
wiecie, choróbsko. A czemu? Ot, z mego
kpił amuletu, drwił z wszelkich zamawiań
i zażegnywań! Ale o tym cicho!
Ja mu zostałem wierny! Tak! Z nim razem
ugrzązłem w chłopskiej sadybie, aż oto
on się ulotnił, zbiegł mi, uciekł w góry.