On, naprawdę!

I nie przychodzisz tutaj po próżnicy —

ból nas tu przygnał i gorzka niedola.

Henryk

Patrzy na niego osłupiałym wzrokiem, potem spokojnie.

Wstań! Co się stało? Wstań! Któż to ci umarł?

Jakaż to gwiazda spaliła nareszcie

swym jadowitym światłem twoje skromne

gniazdo?

Gotfryd