bądźże miłościw dla mnie!...
Pada, złamany, jego szloch zmienia się w głośne łkanie i dusza jego wyswobadza się w łzach.
Ottegeba
Wygląda w dziwnym oświetleniu kaplicy na zjawisko prawie bezcielesne, otoczone glorią. Przystępuje do Henryka, opiera się na jednym kolanie, obiema rękami podnosi głowę jego do góry i całuje go w czoło. On patrzy na nią osłupiały, posłuszny jak dziecko, jakby miał przed sobą zjawisko niebiańskie, a i ojciec Benedykt ukląkł, oszołomiony.
Chodź, już późno...
Biedny Henryku? Chodź!...
Henryk
Salve Regina!
Ottegeba
Chodź!