Przy moim boku, z wielkim biegnąc trudem,
ciężar ołowiu w wątłych mając członkach,
wciąż się zdawała unikać mnie w drodze
i tylko z drżeniem znosić me sąsiedztwo.
Benedykt
Gdzie ona, panie? Prowadźcie mnie do niej!
Racz wasza miłość przebaczyć: ociężał
ten ci mój język w tej chwili wdzięczności.
Idzie! — Zostawcie nas sam na sam, panie!
Henryk wchodzi do kaplicy.