Lucja
Podczas gdym był na stancji u doktora Gozziego, matka moja nagle i niespodziewanie wróciła z Petersburga. Cesarzowa Anna Iwanowna, spostrzegłszy, że słuchanie włoskiej opery nie sprawia oczekiwanej rozrywki, pozwoliła miłościwie trupie całej wracać do stron rodzinnych. Toteż wszyscy artyści pospieszyli skorzystać z „najwyższego” zarządzenia, matce zaś mojej towarzyszył podczas całego wojażu Bertinazzi, arlecchino85, zmarły w Paryżu w roku 1783. Natychmiast po przybyciu mojej matki do Padwy doktor Gozzi zaprowadził mnie do niej do oberży. Spożyliśmy obiad we troje, a przed rozstaniem się podarowała matka moja doktorowi bardzo piękne futro, Bettinie zaś poleciła doręczyć nie mniej piękną skórkę rysia. W sześć miesięcy potem wezwała mnie do Wenecji dla pożegnania się z nią przed wyjazdem do Drezna, dokąd dostała engagement86 dożywotni do nadwornego teatru elektora saskiego Augusta III, króla polskiego.
*
Po dokończeniu studiów uniwersyteckich w Padwie87 — a były to lata studenckie niemiłosiernie hulaszcze i rozwydrzone! — przybyłem do Wenecji, gdzie na życzenie mego opiekuna otrzymałem wraz z tonsurą pierwsze święcenia88 Jako młodziutki „labuś” (abbé)89 uzyskałem natychmiast wstęp do środowisk najwytworniejszego towarzystwa weneckiego. Intronizował mnie tam najzapobiegliwiej pewien stary senator nazwiskiem Malpiero.
Był to kompletny starzec, żadnego już zęba w gębie nie miał i przeto jadał niezmiernie wolno, że gdy wszyscy od stołu dawno wstali, on wciąż jeszcze siedział, żuł i nudził się. Radziłem mu, aby zapraszał współbiesiadników mogących i lubiących jeść za dwóch, w ten sposób będzie miał towarzystwo, choćby siedział nie wiedzieć jak długo za stołem. Senator w ogóle gustował w rozmawianiu ze mną i nader często mnie do siebie zapraszał. Pomimo iż go tłukły wcale dotkliwie podeszłe lata oraz podagra90, wciąż jeszcze nie mógł zdecydować się dać miłosnym sprawom za wygraną. W życiu swoim miał coś ze dwadzieścia metres91. Kiedym go poznał, panią jego serca była córka aktora, Teresa Imer. Odwiedzała go co dzień, lecz zawsze w towarzystwie matki, która co prawda za nic w świecie nie pozwoliła córce zostać aktorką — ze względów na moralność i dobre obyczaje — umiała jednak przedziwnie łączyć troskę o dobra ziemskie z troską o duchowe zbawienie. Co dzień najukochańsza córuś musiała być na mszy, a co tydzień u spowiedzi, zaś po południu każdego dnia matka prowadziła ją do lubieżnego starca, który wpadał w gniew okrutny, gdy Teresa wzbraniała się go pocałować, pod pretekstem, iż rano przystępowała do komunii i boi się obrazić Pana Boga, utajonego w Przenajświętszym Sakramencie. Ja, smyk piętnastoletni, byłem jedynym świadkiem tych erotycznych scen.
Dbałość moja o elegancję usposabiała dla mnie nader życzliwie i przyjaźnie damy bywające u senatora. Brały mnie ze sobą, odwiedzając córki, zostające w klasztornych pensjonatach. Parokrotnie, bez żadnego na pozór powodu, senator Malpiero przykazywał mi, abym nigdy, broń Boże, nie odzywał się wobec ludzi lekceważąco lub uszczypliwie o moralności tych dam. Nie wypada to, źle jest widziane, obraża dobre maniery i może mi bardzo za szkodzić wśród „socjety”, której salony stanęły przede mną otworem... W ten sposób, jak mi się potem wyjaśniło, przyuczał mnie senator do dyskrecji.
Aliści92 elegancja moja raziła niezmiernie mego proboszcza parafialnego. Groził, że mnie... wyklnie publicznie, jeśli nie przestanę nosić włosów tak... tak... nieprzyzwoicie, wyraźnie: nieprzyzwoicie uczesanych. Puszczałem te dziwne pretensje mimo uszu. Proboszcz uwziął się, przekabacił rodzoną moją babkę i z jej pomocą raz, kiedym spał głęboko, ściął mi podstępnie wszystką czuprynę z przodu głowy. Lecz rezultat zawiódł najokrutniej księdza proboszcza. Senator przysłał mi zawołanego fryzjera, który taką mi skomponował koafiurę93, żem bardziej niż kiedy zadowolony był z mego wyglądu. Chciałem zemścić się, skargę do sądu podawać... Przede wszystkim zaś nie stąpić nogą do kościoła, którego proboszcz na coś podobnego mógł sobie pozwalać... Senator uspokoił mnie propozycją wręcz oszołamiającą. „Jako przewodniczący konfraterni94 Przenajświętszego Sakramentu — oznajmił mi pewnego dnia — mam prawo desygnować panegirystę-kaznodzieja na czwartą niedzielę bieżącego miesiąca, na którą, jak ci wiadomo, przypada wielkie święto. Otóż zaproponowałem ciebie! Proboszcz nie będzie śmiał zaoponować, ręczę. No i możesz odnieść nad nim wielki tryumf! Pogrążyć go... Jak sądzisz? Najpiękniejszą rolę daję ci do ręki”.
Byłem uszczęśliwiony i zabrałem się natychmiast do roboty, zaczerpnąwszy temat głośny z Horacego95:
Ploravere suis non respondere favorem
Speratum meritis...96