— Poznała go w jakiś miesiąc po pańskim odjeździe. Musiał chyba urok rzucić na nią, na naszą gołąbkę najmilszą i najczystszą. Bo że to była najczystsza gołąbka, pan chyba wie najlepiej...
Byłem zgryziony. Nie śniło mi się być arcydumnym z mojej powściągliwości. O! bynajmniej... Sumienie mi jednak czyniło dotkliwe wyrzuty, żem dziewczynę, obudziwszy w niej zmysły, wpędził w objęcia tego nicponia, a może nawet łajdaka. Dopiero po dwudziestu z czymś latach miałem przekonać się, ilem złego narobił. Podczas pobytu mego w Amsterdamie poszedłem raz do music-halle’u, gdzie nie tylko na scenie, lecz i po widowni kręciło się mnóstwo „takich” kobiet. Gdy przypadkiem mój towarzysz głośno wymówił moje nazwisko, zbliżyła się do nas szybko jedna z nich. Pomimo słabego oświetlenia poznałem Lucję. Nieszczęsna istota była ordynarną podwiką103 portową, skancerowaną przez rozpustę i choróbska, odrażającą, wstrętną...
Annita i Marietta
We dni kilka po powrocie moim do Wenecji znowum był po uszy zakochany w Angeli, z którą obiecywałem sobie zajść tak daleko, jak z Lucją. Obie jej przyjaciółki, uczęszczające z nią razem na lekcję szycia, były wtajemniczone we wszystkie jej sprawy, a ponieważ dziwiły się srogości Angeli, przeto spowiadałem się przed nimi ze wszystkich moich utrapień, malując miłość moją dla Angeli w najpłomienniejszych wyrazach, czego bym się w jej obecności nigdy uczynić nie ośmielił. Prawdziwa miłość jest bowiem zawsze nieśmiała; z obawy, aby nie być posądzonym o przesadę, mówi się często zbyt mało...
Nauczycielka szycia, stara dewotka, zwróciła uwagę wuja Angeli na moje wizyty — zbyt częste. Zaimpresjonował się tym i pewnego dnia dał mi wyraźnie do zrozumienia, że siostrzenicę jego kompromituję. Spadło to na mnie jak piorun z jasnego nieba. Lecz przyjaciółki mojej ukochanej znalazły sposób zażegnania nieszczęścia. Były same sierotami i mieszkały u ciotki, niejakiej pani Orio, najwyborniej, urodzonej, lecz niebogatej. Marzeniem było zacnej damy zostać członkinią Bractwa Przenajświętszego Sakramentu, do którego cisnęła się sama śmietanka arystokracji. Dowiedziawszy się od Angeli, że pozostaję w zażyłych stosunkach z senatorem Malpiero, przewodniczącym bractwa, pani Orio nie miała nic pilniejszego, jak zaprosić mnie do siebie, pomimo nawet, że podejrzewała mnie o zalecanie się do jednej ze swych siostrzenic, co była jej Angela wmówiła. Takim rzeczy składem poznałem panią Orio i jej starego przyjaciela, prokuratora Rosę. Za pośrednictwem Teresy Imer wyjednałem u senatora wpisanie pani Orio do bractwa i stawiłem się w jej progi z tą radosną wieścią.
Aliści zaledwiem drzwi uchylił, Annita daje mi sekretnie bilecik, prosząc, bym go przeczytał przed opuszczeniem ich domu. Pani Orio, uszczęśliwiona i niewiedząca, jak mi dziękować, uściskała mnie dwa razy — na co pozwoliła sobie jako starsza ode mnie o lat trzydzieści, według jej słów, a w rzeczywistości co najmniej o czterdzieści pięć. Natychmiast oddalam się do pustego pokoju i czytam:
„Ciotka zaprosi pana na kolację. Proszę odmówić; proszę pożegnać się i wyjść, gdy będziemy siadali do stołu. Marietta przeprowadzi pana aż do drzwi wychodzących na ulicę. Niech pan nie odchodzi. Gdy wszyscy będą sądzili, że pan poszedł, niech pan wejdzie cichaczem na trzecie piętro. Skoro prokurator Rosa pójdzie sobie do domu, a ciotka położy się spać, my przyjdziemy tam na górę. Najprawdopodobniej będziesz pan mógł porozmawiać z Angelą sam na sam”.
Co za szczęście!
Wróciłem, jak gdyby nic, do salonu, gdzie pani Orio jęła znowu dziękować mi i dziękować, po czym oznajmiła, że odtąd mogę bywać w jej domu, kiedy i jak mi się spodoba, na prawach zażyłego przyjaciela. Od kolacji wymówiłem się składnie; nie Marietta jednak przeprowadziła mnie ze świecą do wyjścia, lecz Annita, na wyraźne polecenie pani Orio, przekonanej, że właśnie Annita, nie zaś Marietta wpadła mi w oko. Zatrzaskujemy drzwi, głośno, raz i drugi, aby wątpliwości być nie mogło, żem sobie poszedł... Annita gasi światło i idzie na górę, zostawiając mnie na schodach w ciemności. Po pewnym czasie wdrapuję się cichutko na trzecie piętro i w pustym pokoju rozsiadam się na kanapie, oczekując z bijącym sercem na przeznaczone tête à tête104.
Siedziałem tak z dobrą godzinę, tonąc w lubych marzeniach. Nareszcie drzwi skrzypnęły raz, skrzypnęły drugi i wbiegają do pokoju obie siostry — i Angela. Biorę ją za obie ręce, nikogo oprócz niej nie widzę, przygarniam ku sobie i rozmawiam z nią godzin pełnych parę. Bije północ. Annita i Marietta są niepocieszone, że... kolacji nie jadłem; zaklinam się, że w chwilach tak nieopisanego szczęścia nie czułbym najostrzejszego nawet głodu. Dzieweczki wówczas oświadczają mi, że jestem uwięziony, bowiem ciotka bierze klucz od wyjścia na ulicę pod poduszkę. I śpi. Dopiero będę wolny, gdy ciotka wyjdzie na prymarię105. Rzekłem, iż mylą się srodze, sądząc, że to mnie smuci lub przeraża. Przeciwnie, jestem w siódmym niebie, mając przed sobą bitych pięć godzin do szczęścia z ukochaną.