*
Na wstępie do swych pamiętników wywodzi imćpan Giovanni Giacomo vel Jacopo ród swój niemal od Adama i Ewy. Fanfarońskie8 to dygresje w najczystszym stylu XVIII stulecia. Sam sobie arystokratyczne „de Seingalt” przydał do nazwiska bardzo nawet wątpliwie szlacheckiego. Faktem jest to tylko, że Casanovowie pochodzą z Hiszpanii, że sporo ich jest do dziś dnia na Półwyspie Iberyjskim, tudzież we Włoszech, dokąd się chętnie przesiedlali.
Giovanni Giacomo ujrzał światło dzienne w Wenecji 2 kwietnia roku 1725. Ojciec jego był miernym aktorem, matka cudnej piękności szewcówną, nazwiskiem Farusi. Też występowała na scenie; złośliwi twierdzili, że „na scenie ją pokazywano”, gdyż talentu aktorskiego nie posiadała wcale. Jeszcze złośliwsi zaklinali się, że drugi jej syn Franciszek, późniejszy, wcale nawet słynny malarz-batalista, miał za ojca samego króla angielskiego Jerzego I. Mniejsza jednak o Franciszka Casanovę; wystarczy przypomnieć, że zarabiał krocie, że sypał złoto garściami i że jest twórcą wcale nie pospolitego Zdobycia Oczakowa.
Jan Jakub piękny nie był. Postawę miał jednak okazałą, oczy pełne wyrazu, doskonałe maniery, wytworną ogładę towarzyską, łatwość i zręczność w obcowaniu z ludźmi i dar jednania ich sobie. Umysł posiadał niezmiernie lotny i bystry, świetną pamięć, żywą wyobraźnię, zdolności wcale nie przeciętne, a wykształcenie ogólne bardzo nawet szerokie. Casanova może służyć za wzór... dyletanta najwyższej rangi. Już w piętnastym roku życia potrafił wyborną łaciną skreślić rozprawę jurydyczną9 o... testamentach! Kolejno: ksiądz, żołnierz, historyk, antykwariusz, publicysta, poeta, skrzypek, chemik, magik, przedsiębiorca, dyplomata... byłby niewątpliwie zaszedł daleko w którejkolwiek z tych licznych specjalności, gdyby nie rządził się przez życie całe — fantazją. Poświęciłby zbawienie wiekuiste dla dogodzenia chwilowemu kaprysowi, nagłej zachciance. Życie jego to najciekawsza powieść, to jeden nieprzerwany romans...10
Wydalony z seminarium weneckiego za okazywanie zbytniej galanterii wobec płci pięknej, faworyzowany jednak przez patriarchę i bywalec najwykwintniejszych pałaców, wykręcił się od grożącego mu więzienia i puścił się aż do Rzymu w pogoni za karierą kapłańską. Przy boku kardynała Aquavivy, w łaskach u papieża Benedykta XIV miał istotnie otwartą drogę do nie lada stanowisk i zaszczytów, lecz łaska papieska ulotniła się rychło na przysłowiowym pstrym koniu i Casanova, zrzuciwszy sutannę, wstąpił do wojska weneckiego, stojącego załogą na wyspie Korfu. Wśród kosterów11 i opojów zgrywa się do nitki, zastawia klejnoty i po drodze do Konstantynopola, zaznawszy przygód niemało z wędrownymi aktorkami, dostaje się w niewolę wojsk hiszpańskich; ucieka; dociera szczęśliwie nad Bosfor, zaznajamia się tam z hrabią Bonnevalem, słynnym awanturnikiem, wówczas (1743) istotnie już sturczonym, a urażony jakąś „niesprawiedliwością” służbową, rzuca mundur do licha. Dla chleba przyjmuje w Wenecji skromne stanowisko skrzypka w orkiestrze teatralnej, lecz ślepy traf daje mu w rękę nie lada atut życiowy. Senator Bragadino, zaleczany na śmierć przez największe powagi medyczne, jest umierający; Casanova wyrzuca odważnie za okno wszystkie lekarstwa i przywraca senatora do życia. Wdzięczny pacjent osypuje go złotem, które Casanova trwoni na skandalicznych hulankach, dokazując jak szalony. Pozwany przed trzy naraz trybunały, ucieka, napełniając kolejno rozgłosem swych przygód Weronę, Mediolan, Mantuę, Ferrarę, Bolonię. W Parmie ma za towarzyszkę jakąś wysoce tajemniczą i romantyczną młodą Francuzkę, z którą rozstaje się z okropnym skandalem w Genewie i wraca do Wenecji.
Próbuje utrzymywać się z gry w karty; jeździ dwakroć do Paryża; sądy weneckie nasiadają nań ostro i z wyroku państwowej inkwizycji wtrącony zostaje do straszliwego więzienia, zwanego I Piombi („Ołowie”), znajdującego się, jak wiadomo, bezpośrednio pod pokrytym ołowianymi blachami dachem Pałacu Dożów. Z tragicznej tej awantury wybawia Casanovę iście genialna przytomność umysłu, połączona z żelazną energią, bajeczną wytrwałością i nietuzinkową odwagą. Udaje mu się zbiec!... W lat trzydzieści parę po tej przygodzie sam Casanova opisał ją po francusku w wydanej w Lipsku w 1788 Histoire de ma fuite des prisons dela République de Venise i książka, rozchwytywana i pochłaniana przez setki ludzi, obiegła świat, jednając autorowi-bohaterowi rozgłos nadzwyczajny.
Uciekinier wenecki oparł się w Paryżu. Jego niewyczerpany humor, łatwość i układność towarzyska, jego iskrząca się inteligencja dały mu dostęp do najwytworniejszych środowisk wielkoświatowych. Obcuje z marszałkiem de Richelieu, z Crebillonem, z Fontenellem, z Janem Jakubem Rousseau12. Zabobonną księżnę de Chartres wtajemnicza w praktyki kabalistyczne; de Bernis, piastujący wówczas tekę ministra spraw wewnętrznych, wielki pan w każdym calu, mąż stanu wytrawny i w szerokich lubujący się widnokręgach, natomiast poeta nieznośnie wymuskany, słodki i bagatelny, upatrzywszy w Casanovie nadzwyczajne uzdolnienie do spraw finansowych, polecił go Choiseulowi jako wynalazcę niezmiernie pomysłowej... loterii. Loteria ta była dla Casanovy istną złotą żyłą, przynoszącą mu z kilku kolekt, oddanych mu na wyłączną eksploatację, krociowe dochody. W misjach sekretnych, politycznych i finansowych posyła go Choiseul13 to do Dunkierki, to do Amsterdamu, to w inną jaką stronę, a każda taka ekspedycja przynosi mu sumy, rzec wolno, bajońskie. Toteż żyje w Paryżu na stopie okazałej, we własnym pałacyku, pełnym służby, trzymając na stajni przepyszne konie cugowe. Cały ten jednak splendor, jak zajaśniał nagle z poniedziałku na wtorek, tak też rozwiewa się — jak sen jaki złoty. Możni protektorowie przestają troszczyć się o Casanovę, który przerzuca się do... fabrykacji wzorzystych tkanin jedwabnych. Nie wiedzie mu się. Wpada w szalone deficyty, zwalają się nań procesy, szarpany jest na wsze strony. Słowem: fiasko i pech na całej linii. Na domiar niepowodzenia, wzięty zostaje pod klucz i tylko osobliwa przychylność margrabiny d’Urfe więzienne przed nim otwiera podwoje. Rozgoryczony i rozżalony opuszcza w 1709 r. Paryż, unosząc jednak z sobą do dyskontowania weksli Choiseula na sto tysięcy franków i tyleż w klejnotach. Jedzie do Hagi; tam pożyczka nie udaje się; spieszy do Kolonii, gdzie go elektor przyjmuje łaskawie; z Kolonii udaje się do Stuttgartu, skąd, wdawszy się w pewną skandaliczną aferę, zmuszony jest uciekać i dopada Zurychu, postanawiając święcie — wstąpić do klasztoru.
Nowa przygoda miłosna udaremnia świętobliwy zamiar. Niedoszły mnich, popasawszy14 krótko w Solurze u ambasadora Francji pana de Chavigny, podąża rzemiennym dyszlem przez Bazyleę, Berno, Lozannę do Genewy. Po drodze zawiązuje długotrwały w następstwie stosunek i przyjaźń ze znakomitym uczonym-fizjologiem Hallerem15. Z Genewy odwiedza wielokrotnie rezydującego w Verney Woltera16; rozmowy z nim skrzętnie spisuje i da ich bardzo ciekawe streszczenie w Pamiętnikach swoich. Jest w Sabaudii, w Grenobli, w Awinionie. Intrygi miłosne zatrzymują go przez czas dłuższy w Aix, skąd via17 Nizza18, Genua (gdzie grają jego przekład jednej ze sztuk Woltera) udaje się do Rzymu i Neapolu — na krótko. Zamierzał na czas dłuższy osiąść we Florencji; wygnano go na rozkaz wielkiego księcia... Próbował wędrowny swój namiot rozbić w Modenie; władze miejscowe i stamtąd go wydaliły, nie bacząc na jego zażyłość z samym Suworowem. Tedy19 przez Turyn wraca do Paryża. Pojedynek zmusza go opuścić stolicę i przez czas niejaki mieszka w Augsburgu. W 1761 znowu jest w Paryżu, a rychło potem w Metzu, znowu jako konfident i doradca zwariowanej, niezmiernie bogatej pani d’Urfe, wierzącej święcie, że Casanova... odmłodzi ją w postaci cudnego pacholęcia. Widać stąd, jak dalece bohater słynnych Pamiętników mało był skrupulatny w używaniu i nadużywaniu szarlatanerii, a nawet ordynarnego oszustwa, gdy chodziło o zdobycie dla siebie dobrobytu — po linii najmniejszego oporu.
Zaledwie jednak oskubał co się zowie sfiksowaną wielką damę, puszcza się, szukając nowych przygód, morzem z Marsylii do Anglii i w Londynie prezentowany jest królowi Jerzemu III. Ma przed sobą otwartą drogę do zaszczytów i nie lada stanowiska, wiedzie jednak życie tak lekkomyślne, tak hulaszcze, tak nad wszelki wyraz romansowe i romantyczne, a tak rozrzutne, że zaplątany w brzydką sprawę ze sfałszowanym (nie przez niego!) wekslem, uważa za roztropne ulotnić się nie tylko z Londynu, lecz w ogóle z Anglii. Na kontynencie spotyka się w Tournai z hrabią de Saint-Germain, czyniącym tam praktyki i eksperymenty alchemiczne w przebraniu czarnoksiężnika, z brodą czarną po pas i laseczką z kości słoniowej w ręku. Mag nad magami zmienia mu sam, osobiście miedziaka w dukata i — o ile wnosić wolno — wtajemnicza go w niektóre magii swej arkana. W Brunszwiku ratuje Casanovę ze srogiej finansowej opresji... królewicz pruski, a w Berlinie do tego stopnia znajduje w nim upodobanie Fryderyk II, że proponuje mu stanowisko... dyrektora w jednej ze szkół kadeckich. Ale gdzieżby kto przykuł do miejsca Ahaswera20! Niespokojny duch Casanovy unosi go wciąż dalej i dalej... Przerzuca się do Rosji i zaopatrzony w listy polecające ryskiego Birona znajduje w Petersburgu dostęp do imperatorowej Katarzyny Wielkiej. Lecz nadnewskie „nuda, chłód i granity” uroku dlań nie miały. Wabiła go Warszawa. Streścimy obszerniej opis pobytu Casanovy w stolicy Stanisława Augusta, tu przeto wystarczy tylko nadmienić, że ostry pojedynek z potężnym hetmanem polnym koronnym Branickim zmusza Casanovę opuścić na rozkaz królewski Warszawę.
Z Warszawy udaje się do Drezna, z Drezna do Wiednia. Nad pięknym, modrym Dunajem obdarza go wyjątkową sympatią słynny już na świat cały Metastasio, poeta i dramaturg, autor Dydony opuszczonej, wielki faworyt cesarzowej Marii Teresy; zaprzyjaźnia się też z Casanovą znakomity La Peyrouse, francuski naturalista. Nie przeszkadza to atoli21 bynajmniej nieuleczalnemu amatorowi najwyszukańszych przygód ściągnąć na siebie niezadowolenia policji wiedeńskiej, która go z miasta wydaliła. Powtórny pobyt w Paryżu nie udał się, jak pierwszy. Musiał raz jeszcze zmykać. W Madrycie, dokąd się schronił, przyjęto go w wielkim świecie z honorami, na jakie liczyć mógł protegowany ministra, hrabiego d’Arandy. Niestety, natura wilka znów pognała do lasu. Dwie, trzy przygody miłosne, owiane niedającym się zatamować skandalem, zaprowadziły ich bohatera do więzienia. Wypuszczony zeń, po to tylko przyjechał do Barcelony, aby w tamtejszej cytadeli odsiedzieć równo dni czterdzieści trzy, podczas których zdążył napisać rozprawę krytyczną o Dziejach Wenecji Amelota de la Houssaye. Pod koniec roku 1768 zawiera w Aix znajomość z Cagliostro, zaś w Rzymie spotyka się z przyjacielem swoim de Bernisem, ambasadorującym hucznie i buńczucznie w purpurze kardynalskiej.