Widzimy potem Casanovę to w Neapolu, to w Bolonii, to w Ankonie, to w Trieście, pogodzonego z rządem weneckim i oddającego — podobno — swej ojczyźnie różne usługi dyplomatyczne. O tych politycznych usługach i zasługach Casanovy różnie mówią jego biografowie. Przypuśćmy, że istotnie Rzeczpospolita Wenecka korzystała z usług tak zręcznego i tak ustosunkowanego agenta, jakim mógł być Casanova. Rzeczą jest niewątpliwą, że opłacany był dobrze, mogąc na taką żyć stopę i na takie pozwalać sobie wydatki, wręcz rozrzutności, jak w Neapolu, w Ankonie, w Bolonii lub w Trieście. Latka zaś biegły...

To, co wiemy o pobycie Casanovy w Paryżu w roku 1783, nie świadczy bynajmniej jeszcze o „zmierzchu” 58-letniego światowca, przywykłego tak nałogowo do zdobywania serc niewieścich, jak kto inny do palenia lub do kawy czarnej, lecz spoza wiecznej fety tego jedynego w swoim rodzaju żywota poczyna wyzierać cicha, wierna towarzyszka starości: melancholia. We dwa lata potem francuski ambasador w Wenecji zaznajamia Casanovę z wnukiem księcia de Ligne, nieskończenie bogatym hrabią Waldsteinem, posiadającym między innymi rozległe dobra w Czechach. Hrabia, zachwycony Casanovą, ofiarował mu posadę bibliotekarza w jednych ze swoich czeskich dóbr, mianowicie na zamku Dux22. Że Casanova zgodził się zagrzebać w zapadłym bądź co bądź kącie, na wsi, prawie na bezludziu, przypisać to należy istotnemu znużeniu, które i nad jego temperamentem, i naturą brać zaczęło górę.

W Dux zabrał się do spisywania głośnych w następstwie na świat cały Pamiętników, które atoli doprowadził tylko do roku 1774. W Dux też, coraz bardziej zapadając na zdrowiu i na humorze, cierpiąc srodze z racji pewnej, bądź co bądź służebnej od hrabiego zależności, zgorzkniały i przeczulony — życie zakończył. Jedni powiadają: w 1799, drudzy podają datę 4 czerwca 1798, jeszcze inni utrzymują, że Casanovę śmierć zaskoczyła nagle w Wiedniu, dokąd był się z Dux wybrał na krótkie odwiedziny w roku 1803.

Oprócz wspomnianego wyżej opisu ucieczki z więzienia weneckiego oraz rozprawy De testamentis napisał Casanova i drukiem ogłosił niejedną pracę z zakresu historii, krajoznawstwa, filozofii i etyki. Sporą zwłaszcza dozą zdrowego rozsądku i bynajmniej nie banalnych i powierzchownych zapatrywań wyróżnia się rzecz o lichwie, dedykowana cesarzowi Józefowi II; w innym essai, niewydanym dotychczas, traktuje Casanova kolejno o niewolnictwie, bogactwie, karze śmierci, władzy monarszej, chemii, matematyce, o ateizmie, astronomii, malarstwie, teozofii, budownictwie, językach starożytnych etc. etc. Dla nas oczywiście najciekawsze jest ogłoszone w 1774 roku studium o wypadkach zaszłych w Polsce: Istoria delle turbulenze della Polonia dalle morte di Elisabeth Petrovna fino alia pace fra la Russia e la Porta Ottomana.

Ale przetrwał Casanova w pamięci ludzkiej do dnia dzisiejszego i rozgłos zyskał wszechświatowy tylko i jedynie jako autor Pamiętników. Są też one istotnie urągającym czasowi monumentem wysokiej wartości obyczajowej i psychologicznej. Pisał je, jak się rzekło, sześćdziesięcioletni Casanova w Dux, w dalekim od świata, ustronnym tusculum23, w malowniczych okolicach czeskich Cieplic (Teplitz) nie w rodzinnym języku swoim włoskim, lecz po francusku, popełniając niejeden italianizm, niejeden latynizm, a nawet ordynarny błąd gramatyczny. Styl tylko pozostał dziełem istotnego, niepowszedniego talentu pisarskiego. Casanovy Dzieje mojego życia (Histoire de ma vie) ukazały się w druku dopiero w lat wiele po śmierci ich autora. Zaczęła je drukować w oryginale jedna z największych firm wydawniczych świata, F. A. Brockhausa w Lipsku, w roku 1826; ukończyła druk ostatniego, dwunastego tomu w r. 1838.

Od tej daty szło w świat Pamiętników Casanovy wydanie za wydaniem. Tłumaczono je, jeżeli nie od deski do deski, to w obszernych wyciągach we wszystkich cywilizowanych krajach. Tylko nie u nas, w Polsce. Pełnego przekładu rozgłośnych „memuarów” piśmiennictwo nasze nie posiada; nie istnieje też ścisły lub streszczony przekład polski poszczególnych rozdziałów.

*

Ostatnimi czasy obiegał świat efektowny film kinematograficzny, będący transpozycją w czasy teraźniejsze wirtuozowskich przygód miłosnych Casanovy. Mniejsza o mniej lub więcej szczęśliwą pomysłowość układaczy i reżyserów filmu; chodzi o to, że stosując się do utartych wyobrażeń, zwano w anonsach reklamowych filmu, a we wszystkich językach świata Jana Jakuba Casanovę de Seingalt „królem donżuanów24”.

Nic bardziej opacznego być nie może!

Nieśmiertelny bohater opery Mozarta i poematu Byrona ma to tylko wspólnego z autorem nieśmiertelnych pamiętników, że zarówno jednemu, jak drugiemu ulegała dosłownie każda kobieta, po którą spodobało mu się sięgnąć. Ma jeszcze to wspólnego jeden i drugi, że obaj byli, jak wyrażano się w Polsce przed wiekami, wielce płci niewieściej ciekawi, czyli wyrażając się najprościej, że obaj nad wszystko lubili kobiety.