Annita zamknęła jej usta ręką, mnie zaś od tego, com usłyszał, zrobiło się gorąco, gorąco... żem z trudem ukrywał pomieszanie. Zacząłem Mariettę komplementować, prawić jej różne dusery107 i udawać, że mnie okrutnie sen morzy.
— Niech pan się nie żenuje — odezwała się Annita — i kładzie się. My pójdziemy do tamtego pokoju na kanapę.
— O nie, o nie! — zaprotestowałem. — To ja pójdę na kanapę, a wy, siostrzyczki, rozłóżcie się wygodnie na łóżku. Nie macie się czego bać... a zresztą, zamknijcie się na klucz! Choć Bogiem a prawdą, skądże strach niewczesny? Kocham was miłością brata. To przecie postanowione i dowiedzione!
— Niech pan tu śpi, niech pan tu śpi... — nalegała Annita.
— Nie potrafię usnąć w ubraniu.
— To niech się pan rozbierze. Nie będziemy patrzały.
— Nie zasnę, wiedząc, że panie czuwacie.
— No, to my się tu położymy — wtrąciła się Marietta — ale ubrane.
— Jak można mnie nie ufać! Powiedzcie, czyliż nie jestem uczciwym człowiekiem?
— Niezawodnie.