Panna Vesian roześmiała się na cały głos.
— Mój Boże! — zawołała. — Czyż się to improwizuje tancerkę operową jak kanclerza rady ministrów? Umiem zatańczyć menueta137 i dość mam dobry słuch, aby stanąć od biedy do kontredansa138, lecz faktycznie nie znam żadnego pas139.
— Nie wiele więcej umie przeciętna figurantka.
— A ile mam zażądać od pana Laniego? Nie mogę przecie rościć sobie pretensji do wygórowanej gaży.
— Nie będzie pani pobierała żadnej gaży. Figurantki operowe nie są płatne.
— No, to żadna zmiana nie zajdzie w mym położeniu! — westchnęła. — Z czegóż będę żyła?
— Niech panią o to głowa nie boli. Znajdzie się w mig dziesięciu bogatych panów, którzy dobijać się będą o zaszczyt wyrównania niedostatecznej wysokości lub zgoła nieobecności gaży. Rzeczą będzie pani uczynić rozsądny wybór i jestem pewny, że rychło ujrzymy panią osypaną brylantami140 .
Popatrzyła na mnie, jakby radząc się oczami, a gdy skinąłem głową, zawołała wesoło:
— Zgoda! Ale przez ten czas, zanim mnie do baletu operowego przyjmą i zacznie mną opiekować się najstarszy — rozumie się! — z dziesięciu bogatych panów, któż dbać będzie o mój wikt i opierunek?
Przerwałem jej żywo: