— Kocham bezgranicznie córkę pani — rzekłem — w nadziei, że mi ją państwo dacie za żonę. Mówić o tym będę z szanownym pani małżonkiem natychmiast po otrzymaniu posady, która żonie mojej zapewni stały dobrobyt.
Gdym całował podaną mi rękę, poczułem łzy płynące mi po twarzy; matka też się rozpłakała, a Paolo stał oniemiały i osłupiały.
Była Wielkanoc. Zaproponowałem przyjaciółce mojej operę. Zgodziła się chętnie. Brat jej wcisnął mi w rękę klucz od ich domu, zapewniając, iż mogę siostrę odwieźć, o której godzinie mi się podoba. Przed operą pojechaliśmy do „naszego” ogródka. Że było w nim pełno świątecznych gości, kazaliśmy sobie dać pokój oddzielny w austerii i nie spiesząc się do teatru, postanowiliśmy zjeść kolację. Mieliśmy zresztą aż kilka godzin przed sobą, o nudzeniu się zaś chyba mowy być nie mogło. Jakoż śliczna moja przyjaciółka, usiadłszy mi na kolanach, jęła zapewniać mnie, że nic ją tak bardzo nie zjednało dla mnie, jak moje zachowanie się wówczas, kiedy w zwierciadle ujrzała przypadkiem okropną scenę. Za moją dyskrecję i delikatność dziękowała mi serdecznie, nie szczędząc pocałunków, które stawały się coraz ognistsze.
— Czyś ty widział, jak on ją wówczas przegiął?... Ja dobrze w lustrze widzieć nie mogłam wszystkiego.
— A nie bałaś się, że i ja mogę nagle i niespodziewanie tak cię chwycić?
— Broń Boże! Czyliż nie wiedziałam, jak bardzo mnie kochasz! Obraziłbyś mnie i utraciłbyś moją miłość. My poczekamy... na ślub, nieprawdaż, drogi przyjacielu? Ale... ale... Co znaczą wiersze na podwiązkach, któreś mi dał?
I siedząc na moich kolanach, odpięła jedną, podczas gdym ja nieco wolniej załatwiał się z drugą. Prawda! Są wiersze. Nie spostrzegłem; byłbym oczywiście nie ofiarowywał jej podwiązek z takim oto dwuwierszem:
En voyant chaque jour le bijou de ma belle
Vous lui direz qu’Amour veut qu’il lui soil fidèle.153
Zaśmiałem się głośno, a śmiałem się jeszcze mocniej, gdy jęła mnie przynaglać, abym jej wytłumaczył sens tego dwuwiersza. Spróbowałem, zmuszony jej ignorancją, wchodzić w wiele szczegółów, które nas zlewały jak ukropem.