— Nie będę mogła teraz nikomu — rzekła — pokazać moich podwiązek — a szkoda! — A widząc moje zamyślenie: — O czym myślisz? — spytała żywo.
— Myślę o tym — odparłem — że jednak ta podwiązka posiada przywilej dla mnie niedostępny. Oddałbym życie...
— Nie oddawaj życia — przerwała — lecz żyj! Możemy przecie ślub nasz przyspieszyć.
— Mnie się zdaje, że ojciec twój będzie czynić obiekcje. Na przykład, żeś za młoda. I może mieć będzie rację.
— Przenigdy! Jestem wprawdzie bardzo młoda, lecz nie tak już młoda, aby nie móc być twoją żoną.
Czułem, że siły zaczynają mi nie dopisywać. Jęliśmy zamieniać przysięgi wiecznej miłości.
— Bądź moją już teraz! — zawołałem. — Pozwolenie ojca, błogosławieństwo kościelne znajdą się... we właściwym czasie...
Ona ze swej strony zapewniła, że już do mnie całkowicie należy. Zawołaliśmy gospodynię, przykazując jej, aby kolacji nie wnoszono wpierw, aż sami o nią poprosimy. C. rzuciła się na łóżko. Wytłumaczyłem jej bez trudu, że miłość jest płochliwa i że nie należy zrażać jej przeszkodami; tedy w minut parę leżała już naga jak Ewa, jak najprzepyszniejsze arcydzieło, wyszłe154 co tylko z rąk największego artysty. Blask bił od cudnej białości jej atłasowej skóry, osypanej u ramion i u piersi zwojami hebanowych włosów. Wszystko w niej było skończenie piękne: kibić wiotka, kształty przedziwne, piersi zupełnie już rozwinięte, duże oczy pełne słodyczy i namiętności zarazem. Piłem te czary i wdzięki nienasyconymi oczami, oglądając doskonałą piękność Wenery155, podniesioną jeszcze przez skromność nad wyraz powabnej kobiety156. Byłem w ekstazie, prawie przez nią obezwładniony, gdy nagle figlarny bożek miłości wtrącił ucieszny żart i śmiech w moment rozpętania się zmysłów.
— O mój drogi! — zawołała nagle C. — Jakżeś ty niepodobny do mojej poduszki!
— Co? — zawołałem, wybuchając śmiechem.