— Cieszy mnie to, gdyż ja sama rozporządzam znaczną fortuną, która i mnie pozwala dogodzić wszelkiej fantazji mego kochanka.

— Ma pani kochanka? — wykrzyknąłem.

Cher ami!163 — przerwała. — Za chwilę będą dzwonić na nieszpory. Czas nam rozstać się, do pojutrza. Przyjdź pojutrze; powiem ci wówczas dokładnie, w jaki sposób możesz być u mnie na kolacji.

— Sam?

— Rozumie się.

Poprosiłem o mały... zadatek. Krata się rozsunęła i upajający pocałunek połączył nas na chwilę.

Dwa dni byłem w istnej gorączce. Zdawało mi się, że kocham po raz pierwszy w życiu i że M. M. jest najcudniejszą ze wszystkich kobiet, które mnie kochały w ciągu lat już trzynastu spędzonych w winnicy miłości.

Za widzeniem się za kratą wręczyła mi klucz od swego casino.

— Jest tam oczywiście służba — rzekła. — Nikt jednak do ciebie nie przemówi, i ty również nie potrzebujesz nic mówić. Bądź w masce i czekaj, aż się dobrze ściemni. Wejdziesz na górę schodami na wprost głównych drzwi. Na piętrze będzie paliła się lampka. Ujrzysz zielone drzwiczki; wejdziesz; pierwszy pokój będzie rzęsiście oświetlony; znajdziesz mnie w drugim pokoju; jeżelibym tam nie była, poczekaj parę minut; postaram się być skrupulatnie punktualna.

Spytałem, czy będzie w ubraniu zakonnym.