— Z klasztoru wychodzę oczywiście w habicie, lecz w casino mam całą szatnię z najrozmaitszymi toaletami, nawet dla balów maskowych.

Prosiłem, aby pozostała w ubraniu mniszki, gdyż jej w tym niezmiernie do twarzy. Zainteresowałem się, czy jej kto opuszczającej klasztor nie zobaczy.

— O to bądź spokojny — odparła. — Opłyń zresztą wyspę i przekonaj się sam. Korytarzyk prowadzi do drzwiczek wychodzących bezpośrednio na brzeg, a dyskrecji usługującej mi „siostrzyczki” jestem najzupełniej pewna.

— A gondola?

— Mój kochanek ręczy mi za gondoliera.

— Boże! Cóż to za człowiek musi być ten pani kochanek! Przysiągłbym, że stary jest jak świat.

— Myli się pan najzupełniej. Ma niespełna czterdzieści lat i posiada wszystko, czego trzeba, aby być kochanym: piękność, wysoką inteligencję, dowcip, łagodny charakter, szlachetność...

— I pozwala pani na podobne... fantazje?

— Co pan nazywa fantazją? Od roku tylko należę do niego. Jest pierwszym mężczyzną, którego poznałam, podobnie jak pan jest pierwszym mężczyzną, który opanował moją wyobraźnię. Gdy mu to powiedziałam, roześmiał się i był zdziwiony. Potem doradzał mi, abym wpierw dowiedziała się dokładnie, kim pan jesteś, abym przypadkiem nie trafiła na człowieka, który mnie może skompromitować.

— Kiedy mu pani powiedziałaś... wszystko?