— I opowiesz mu wszystko, co tu... było?
— Opowiem, pomijając oczywiście szczegóły, które by mogły zadrasnąć jego miłość własną.
Po kolacji i ponczu przypomniała sama, że mamy przed sobą tylko już siedem godzin. Zawiódłszy ją do gabinetu toaletowego, poprosiłem, aby się przebrała jak najbardziej za kobietę. Kazała mi pójść do salonu i czekać, aż mnie zawoła. Nie czekałem długo... W upojeniu miłości i szczęścia padliśmy sobie w objęcia i przez siedem godzin dawaliśmy sobie wzajemnie dowody najpłomienniejszego uczucia. Na pożegnanie wsunąłem jej do kieszeni koronkowy czepeczek; przyjęła go z żywym zadowoleniem, zapewniając, iż do końca życia nie rozstanie się z tą pamiątką najrozkoszniejszych chwil, jakich kiedy zaznała. Po kawie odprowadziłem ją do gondoli i powróciwszy do casina, zasnąłem jak suseł. Dziesięć godzin kamiennego snu wróciło mi zwykłą rześkość oraz wytrzymałość na wszelkie nawet ekscesy.
W parę dni potem oznajmiła mi, że chwilowo nie możemy się widywać, ponieważ jej kochanek wszystek jej czas zabiera. Odpływając z Murano, spostrzegłem zamaskowanego mężczyznę wysiadającego na brzeg z gondoli. Przyjrzawszy się bliżej, poznałem liberię poselstwa francuskiego. Zamaskowany mężczyzna podążył prosto ku klasztorowi. Byłem na nieomylnym tropie!... lecz postanowiłem nic o tym nie mówić mojej ubóstwianej. Wkrótce otrzymałem od niej list, donoszący mi, że jej kochanek wyjechał na dni dziesięć do Padwy i że możemy widywać się w jej casino, co bezpieczniejsze jest dla niej niż jeździć do mnie do Wenecji. Jakoż cztery razy w ciągu dziesięciu dni spędziliśmy najrozkoszniejsze sam na sam w jej casinie. Uczucie moje dla C. C. nie uległo zmianie, tylko, rzecz prosta, nieco ochłodło. Czyniła mi w swoich listach wymówki, że nie uprawiam dalszej znajomości z jej przyjaciółką, która jest naprawdę bardzo miła i śliczna. Odpisywałem, iż jedynie dlatego unikam jej przyjaciółki, aby nie być poznanym. Nie wyobrażam sobie, aby można było dwie kobiety kochać jednocześnie, miłością jednakowo mocną. Co podsycało nieustannie moją miłość dla M. M.? Lęk, aby jej nie utracić.
— Nie może być — mówiłem jej — aby podczas twej nieobecności w klasztorze ktoś akurat nie zapragnął się z tobą widzieć. Na przykład choćby sama przełożona.
— Wykluczone! — zapewniała. — Zakonnica w naszym klasztorze ma zapewnioną najniezawodniejszą swobodę. Jest niedostępna nawet dla samej przełożonej. W jednym tylko wypadku może się wykryć moja nieobecność, na wypadek wybuchnięcia w klasztorze pożaru. Nie byłoby do pomyślenia, aby którakolwiek mniszka siedziała spokojnie w celi swojej zamknięta podczas powszechnego rwetesu i zamieszania. Bądź spokojny! Niezmierna zręczność, no i złoto mego kochanka zapewniły mi bezgraniczną wierność jednej z zakonnic, siostrzyczki usługującej oraz ogrodnika. To wystarcza. Bardzo mi są ponadto oddani kucharz i jego żona, która jest jakby ogólną gospodynią w całym klasztorze. Pewna też jestem obu gondolierów, aczkolwiek jeden z nich bodajże jest jednocześnie szpiegiem na służbie Inkwizycji Państwowej.
Na moje pytanie, czy powiedziała swemu kochankowi wszystko, odrzekła najspokojniej: „Wszystko”.
Natychmiast po jego powrocie z Padwy otrzymałem od M. M. list, który mnie poruszył do głębi. Pisała mi, że jej kochanek, widząc, iż jej uczucie dla mnie staje się coraz gorętsze, pragnie koniecznie mnie poznać. Nie zamierza bynajmniej nam przeszkadzać, gdyż jest na to za wspaniałomyślny; chce tylko osobiście poznać się ze mną. Raz jeden tylko, podczas pierwszego naszego rendez-vous, nocą, z dobrze utajonego ukrycia w jej casinie, przyglądał się nam... i jest zachwycony, zarówno moim zachowaniem się, jak tym, com mówił. „Czyliż chcesz — pisała mi M. M. — aby się to powtarzało? Czy mógłbyś być całkiem swobodny i naturalny, czując, że ktoś nas podpatruje?” Nagliła, abym co rychlej odpowiedział jej: tak lub nie.
Rzecz wydała mi się ucieszna. Odpisałem mojej ukochanej, że ceniąc wysokie przymioty jej kochanka, gotów jestem dać mu widowisko, jakiego z pewnością nie widział jeszcze w życiu, a godne olimpijskich półbogów; niech go ona na nie zaprosi, ale niech on nic nie wie, że ja w tę sprawę jestem wtajemniczony.
Sześć dni, czekając na schadzkę, spędziłem na redutach172, grając zapamiętale. Przegrałem ze sześć tysięcy cekinów, co jednak bynajmniej nie wpłynęło oziębiająco na moje uczucie. Nareszcie przyszła owa upragniona noc... Zastałem M. M. w jej casinie ubraną wykwintniej niż kiedy i, czego dotąd nigdy nie czyniła, delikatnie uszminkowaną na sposób wersalski. Spytałem o powód. Odrzekła, że ponieważ jej kochanek bardzo gustuje w szminkowaniu się kobiet à la173 Wersal, przeto chciała mu zrobić przyjemność... Powiedziała mi też, że jeszcze nie jest on na stanowisku. Pokazała mi nieduży otwór nad kanapą, z którego wzrok mógł objąć doskonale cały pokój. Po pewnym czasie dała mi znak, że — już!... I rozpoczęła się komedia. Spożyliśmy wesoło kolację, po czym na rozłożonej jak zwykle sofie nie szczędziliśmy dowodów najgorętszej, a zarazem najnamiętniejszej miłości, że nad ranem aż krwią zbryzgałem jej bieliznę. Przeraziła się, lecz szybko rozproszyłem jej alarmy, dowcipkując i dokazując, aż miło. Przywdziawszy z powrotem habit zakonny, pożegnała mnie, zalecając, abym spokojnie i gruntownie wypoczął i zaraz napisał, jak się czuję — co wszystko wypełniłem najsumienniej.