Kiwnęła głową. Struchlałem.

Lecz ona jęła mnie uspokajać najtkliwszymi słowami.

— Nie żałuj — rzekła — żeśmy tu byli. On jest tobą wręcz zachwycony, twoją delikatnością uczuć, twoja szlachetnością, płomiennością uczuć twoich... Nie dziwi się, że cię kocham; rozumie i znajduje za rzecz całkiem naturalną, iż taki człowiek jak ty może wzbudzić w kobiecie bezgraniczną namiętność.

— Ale jakże mogliście — przerwałem — wytrwać tak długo, z osiem godzin, tu w ciemności i nie rozmawiając wcale!

— Tak nas wszystko interesowało! Zresztą, tu dość widno, gdy otwory są odsłonięte; były też odsłonięte, gdyśmy tu zakąsywali, przysłuchując się jednocześnie waszej rozmowie i nie tracąc ani słowa.

— Nie usnęliście?

— Skąd znowu! Przyjaciel mój, chyba bardziej jeszcze niż ja, interesował się każdym szczegółem. Zapewniał, iż nigdy jeszcze nie widział tak doskonałej sposobności dla studiowania serca ludzkiego. Zachwyciła nas też C. C. Wierzyć oczom i uszom nie chcieliśmy, aby piętnastoletnie niedoświadczone dziewczę, mogło tak się zachowywać. Jeżeli ją kiedy poślubisz, będziesz miał idealną żonę. Wprawdzie utracę cię wtedy, lecz przynajmniej będę miała pewność, że jesteś najszczęśliwszym z ludzi. Doprawdy, pojąć nie mogę, jak mogłeś, posiadając ją, zakochać się we mnie, a ona jak może znosić dzielenie się tobą ze mną. Szczytność uczuć tej dziewczyny jest istotnie niezrównana! Zamiast mnie nienawidzić... wiesz przecie, co nas obie łączy. Ona ci wszystko wyjawiła, nieprawdaż? Ach, tak! Spowiadając się przed tobą, sądziła, iż zgładzi swoją winę. Ma bowiem, wyobraź sobie, na sumieniu, że zdradza ciebie ze mną!

— Szlachetna, boska dziewczyna!

Tegoż wieczora M. M. wyjawiła mi, że jej kochankiem jest poseł francuski, pan de Bernis181 i że ten nie posiada się z niecierpliwości, aby mnie poznać. Jęła mnie gorąco namawiać, abym zaprosił go na kolację do mego casina. Wszystko, oczywiście, miało być ułożone zgodnie z przepisami najskrupulatniejszego savoir-vivre’u182. Zgodziłem się...

We cztery dni potem przyjmowałem u siebie pana de Bernis z takimi atencjami, jakby sam monarcha uczynił mi zaszczyt przebywania za moim stołem ze swoją kochanką. M. M. była z tego najwidoczniej bardzo zadowolona. Uczta była wykwintna; rozmowa iskrzyła się dowcipem; pan de Bernis jaśniał wszystkimi przymiotami Francuza z najwyższych sfer towarzystwa. Zawadzono w rozmowie o romantyczne okoliczności, które towarzyszyły memu zapoznaniu się z M. M., od czego był już tylko jeden krok do mówienia o C. C. tudzież o moich dla niej uczuciach. Głos zabrała M. M., rozpływając się nad przymiotami i powabami swojej przyjaciółki. Pan de Bernis przysłuchiwał się pilnie, udając, iż C. C. nigdy w życiu nie widział. Rzekł w końcu, iż poczytywałby sobie za niezmierną przyjemność znalezienie się z nią w towarzystwie.