— Mam tylko twoje dobro na względzie.
— Bynajmniej, bo przecie nie mogę należeć jednocześnie do was obu.
— Będziesz należała tylko i wyłącznie do twego nowego kochanka. Pomyśl tylko! Toć przecie z łatwością uzbierasz sobie posag i wyjdziesz wspaniale za mąż. Ja nie mogę ci tego dać...
— Daj mi dziś pokój; daj mi wypłakać się i namyślić. Jutro przyjdź do mnie na kolację.
Nie omieszkałem przyjść.
— Twój Anglik — rzekła — wcale przystojny i elegancki; nie mogę tylko powstrzymać się od śmiechu, gdy zacznie mówić po wenecku, ale to nic... Jeżeli nasze charaktery i usposobienia nie będą harmonizowały, możemy się przecie rozstać po roku i mam zapewnionych dwieście talarów dożywotniej renty!
— Cieszę się niezmiernie, iż rozumujesz tak logicznie.
— Boję się... waham... Sprawa jest zbyt delikatnej natury, abym sama mogła mówić o tym z matką. Ty z nią o tym pomów.
Laura, z którą nie widziałem się od wieków, była uszczęśliwiona. Tonia — zaopiniowała bez namysłu — wygrała wielki los! No i będzie w stanie zaopiekować się matką, której z latami sił chyba nie przybywa. Pokazała mi 130 cekinów, zarobionych u mnie przez Tonię i danych jej w depozyt. Barberina, najmłodsza siostrzyczka Toni, pocałowała mnie w rękę. Spostrzegłem, że jest prześliczna i dałem jej wszystką srebrną monetę, którą miałem w kieszeni. Po czym, gdy Tonia nadeszła, Laura zaczęła ją błogosławić i polecać opiece św. Katarzyny. „Dawać mi będziesz — rzekła — tylko trzy liry dziennie; przeniosę się do Wenecji i tam z całą rodziną potrafię się utrzymać względnie nawet dostatnio”. Tonia, oczywiście, zgodziła się chętnie. Uściskały mnie. Rzecz była postanowiona i rozstrzygnięta ku ogólnemu zadowoleniu.
Załatwiwszy tak ważną sprawę, poszedłem odwiedzić M. M. Wyszła do parlatorium w towarzystwie C. C. Była smutna, lecz jaśniejąca przedziwną pięknością. Oznajmiłem jej, że Tonia przenosi się do Wenecji, do Murraya. „Szkoda! — rzekła. — Teraz, gdy jej nie będzie w Murano, to i ty rzadkim tu będziesz gościem”. Zaprzeczyłem gorąco, obiecując odwiedzać ją jak najczęściej. O ironio! Właśnie przecie nadciągał czas, kiedyśmy się mieli rozstać na zawsze.