Oczywiście, gdy więźnia przeprowadzono do nowej rezydencji, wnet spostrzeżono starannie ukrywany otwór w podłodze. Na szczęście odkrył go sam tylko Wawrzyniec i przybiegł niezwłocznie do Casanovy, wściekły, miotający najokropniejsze wyzwiska i zrozpaczony. Rewidują Casanovę, przetrząsają pościel... nie znajdują oczywiście ani młota, ani świdra, ani siekiery, ani dłuta. Rygiel tkwi głęboko ukryty w fotelu, który przeniesiono z jednej do drugiej celi wespół z całą ruchomością więźnia.
Wawrzyniec w pasji najwyższej domaga się wydania mu narzędzi, którymi Casanova wywiercił otwór w podłodze. Grozi torturami. A Casanova na to:
— Jeżeli prawdą jest, że wywierciłem jakiś tam otwór w podłodze, powiem, że wy, panie Wawrzyńcze, dostarczyliście mi narzędzi.
Na takie dictum209 nie było repliki. Wawrzyniec był złowiony jak w samotrzasku. Był na łasce i niełasce Casanovy. Od tej też daty będzie Casanovie oddany jak wierny pies.
Za pośrednictwem Wawrzyńca nawiązuje Casanova regularną korespondencję z dwoma swymi sąsiadami, przebywającymi we wspólnej celi. Są to mnich, jak najlepiej urodzony, Balbi i hrabia Andrzej Asquino, człek już mocno niemłody. Wędrują z ich celi do celi Casanovy książki, a w nich najszczegółowszy plan spisku. Casanova posyła Balbiemu, będącemu w sile wieku, swój nieoceniony instrument, z rygla uczyniony. Układają się, że Balbi przebije dwa otwory: w podłodze swej celi (to znaczy w suficie celi Casanovy) oraz w ścianie; przez otwór w podłodze dostanie się do celi Casanovy, a przez otwór w ścianie wydostaną się... na dachy pałacu dożów, wszyscy czterej, to znaczy: on, Casanova, Balbi, hrabia i Wawrzyniec, który nolens volens210 musi dzielić losy Casanovy, jeżeli nie chce pozostać na stanowisku... jako wspólnik zbiega.
Balbi bierze się tak dzielnie do pracy, iż w osiem dni otwór w suficie jest gotowy, lecz los przeciwny zsyła na Casanovę ponowną klęskę. Dają mu więziennego towarzysza, na szczęście kompletnego idiotę, niezmiernie pobożnego, a w dodatku przekonanego, że ciąży na nim klątwa Boża. Casanova wmawia weń, że posiada moc przywoływania na ziemię aniołów, że jeden z nich zstąpi do jego celi... przez sufit, że zdejmie z nieszczęśnika klątwę Bożą i uwolni go z więzienia! Wszystko to oczywiście komunikuje Casanova Balbiemu, jak również, że postanowił Wawrzyńca, upijającego się jak bela, zostawić na zajmowanym stanowisku, a wziąć z sobą Soradaciego (tak się nazywał towarzysz więzienny Casanovy), tym bardziej że przyrzeczone ma solennie odzyskanie wolności.
Termin ucieczki wyznaczony zostaje na dzień Wszystkich Świętych, właściwie na noc z 1 na 2 listopada. Przez Wawrzyńca Casanova dowiedział się, że inkwizytorowie w tym czasie nie będą odbywać żadnych posiedzeń, gdyż porozjeżdżali się na wieś na cały tydzień, mniej lub więcej świąteczny. Pora tedy najstosowniejsza — jedyna!
„Powiedziałem Soradaciemu — opowiada Casanova — że anioł, zstąpiwszy do naszej celi przez sufit, przyniesie nożyce. Tymi nożycami on, Soradaci, ostrzyże nam obu brodę, mnie i aniołowi...
— Czy anioł może mieć brodę? — spytał gamoń.
Wytłumaczyłem mu, że anioł nie może ukazywać się ludziom w swej niebiańskiej postaci, lecz bierze w takich okolicznościach na siebie postać ludzką. Ten zaś, który nam ma się ukazać, wiem dobrze, że będzie z brodą.