— A cóż on ma wspólnego z Augustem? — podchwycił król.
— Gustaw — odparłem — jest anagramem Augusta220.
— Gdzieżeś to pan znalazł?
— W pewnym rękopisie, znajdującym się w Wolfenbüttlu221.
Król roześmiał się głośno, przypomniawszy sobie, że i on przed chwilą cytował jakieś manuskrypty z końca świata.
I spytał mnie, czy nie pamiętam jakiegoś aforyzmu Horacego, w którym by satyra ujęta była w osobliwie delikatną formę. Nie namyślając się, zacytowałem: „Coram rege sua de paupertate tacentes plus quam poscentes ferent”222.
— Prawda! — rzekł uśmiechając się król, a pani Schmidt poprosiła biskupa o przekład, czemu on chętnie zadość uczynił: „Ukrywający ubóstwo swoje przed królem więcej od niego otrzymuje niż ten, który prosi o wsparcie”. Zacna niewiasta zauważyła, iż w tej sentencji żadnej satyry dopatrzyć się nie może. Obawiałem się odezwać, sądząc, żem i tak już powiedział za wiele. Sam król zwrócił rozmowę na inny temat, na Ariosta, wyrażając życzenie, abym wspólnie z nim go kiedy czytał.
W kilka dni potem znalazłem się na drodze, którą szedł król. Podał mi rękę do pocałowania i wsunął mi zwitek papieru. Było w nim 200 dukatów, którymi pospieszyłem spłacić długi. Od tej daty nie opuściłem żadnego „wstawania” królewskiego, asystując pilnie przy układaniu koafiury Jego Królewskiej Mości. Król znał dobrze język włoski, nie mógł tylko mówić po włosku. Ilekroć przypomnę sobie wysokie i tak mnogie przymioty tego niepospolitego monarchy, pojąć nie mogę, jak mógł popełnić tyle błędów, z których bynajmniej nie było najmniejszym to, iż przeżył własną ojczyznę.
W przejeździe z Wiednia do Petersburga odwiedziła mnie w Warszawie słynna Binetti223 wraz z mężem swoim, też znakomitym tancerzem. Nazwisko jego było Picq. Król w rozmowie ze mną wyraził życzenie zatrzymania jej w Warszawie na osiem dni, honorując tysiącem dukatów. Pośpieszyłem donieść o tym artystce, która atoli nie chciała mi wierzyć. Dopiero uwierzyła księciu Poniatowskiemu — a we trzy dni Picq postawił na nogi cały balet. Tomatis wziął na siebie dekoracje, kostiumy i orkiestrę. Przybysze tak się podobali Warszawie, iż zaangażowano ich na cały rok, z czego Catai była mocno niezadowolona. Binetti nie tylko ją zaćmiła, lecz odbiła jej kochanka. Niebawem prowadzić jęła dom, postawiony stopę na najwykwintniejszą, i zaroiło się dokoła niej od adoratorów, wśród których figurował i hr. Moszczyński, i kanclerz wielki koronny Branicki224, poufały króla.
Publiczność baletowa rozdwoiła się: na obóz panny Catai i na binettistów. Rzecz prosta, ja byłem w obozie Binetti, lecz nie mogłem tego okazywać ze względu na przyjaźń łączącą mnie z Czartoryskimi, protegującymi tancerkę warszawską. Książę Lubomirski był jej kochankiem i oczywiście nie myślałem zrywać łączących mnie z nim stosunków z racji współzawodnictwa jakichś tam baletnic. Uprzywilejowany kochanek panny Binetti, Ksawery Branicki, liczył wówczas lat 32 zaledwie; służył we Francji i wracał z Berlina, gdzie posłował przy dworze Fryderyka Wielkiego225. Binetti podjudzała Branickiego na Tomatisa, skarżąc się, że ją szykanuje. Branicki przyrzekł, że Tomatis będzie miał za swoje. Czekał tylko na okazję, którą wybrał wcale osobliwą.