— Ale po cóż koniecznie dziś?

— Dobre sobie! Król dowie się o wszystkim i obu nas każe wziąć pod klucz.

— Toś, hrabio, mówił królowi?...

— Co się panu śni! Ale mu doniosą. Przeto dziś albo nigdy!

— Ha!... W takim razie niech będzie! Pojedynek z Waszą Ekscelencją zbyt wiele przynosi mi zaszczytu... Proszę przeto, może hrabia zechce wstąpić po mnie po obiedzie.

— Chciałem zabrać pana teraz już.

— A ja chciałem wpierw coś przekąsić dla nabrania sił.

— Patrzcie! Ja pojedynkuję się zazwyczaj na czczo. Lecz po coś mi pan przysłał miarę swej szpady? Będziemy się strzelali. Z człowiekiem nieznanym tylko się strzelam.

— Żaden ja „nieznany”. Dziesięć najpoważniejszych osób w Warszawie zaświadczy, że nie jestem jakąś tam bandycką hetką pętelką. Będę się rąbał, mam do tego prawo, a zresztą pan, panie hrabio, przyjąłeś z góry wszelkie moje warunki.

— Słusznie. Lecz i waść, panie Casanova, jesteś zbyt dobrze wychowany, aby nie przyjąć pistoletowej rozprawy, jeśli ci ją proponuję. A zresztą... jeśli chybimy oba, to weźmiemy się potem do szabel, aż do której krwi pan zechcesz.