— A widzi pan, że miałem rację pojechać na plac na czczo. Jeślibym był po tak obfitym jak pan obiedzie, kula by niezawodnie poszarpała me kiszki, a tak się między nimi gładko prześlizgnęła.

Dowiedziałem się potem, że Branicki w dzień pojedynku spowiadał się i do komunii przystępował.

Pojechałem do marszałka Bilińskiego237, pełniącego w Królestwie Polskim urząd najwyższego sędziego. Gdym mu gorąco dziękował za jego względność238 i pobłażliwość dla mnie, odparł dość szorstko i surowo:

— Gdyby nie osobista interwencja króla, nie zawahałbym się za stosować do pana najwyraźniejszej litery prawa.

— To znaczy?

— Kary śmierci... Lecz — dodał, rozchmurzając się — sprawa zlikwidowana. Król pana ułaskawił. Nie mówmy o tym więcej. Widocznieś pan na łaskę Jego Królewskiej Mości zasłużył i szczerze mu tego winszuję.

I zaprosił mnie bardzo kordialnie na obiad. Wojewoda ruski przyjął mnie wręcz z otwartymi ramionami. Zaproponował mi mieszkanie w swoim pałacu. Czekając na jego wyporządzenie, miałem pojechać do Kijowa, czyniąc zadość nader dla mnie pochlebnym zaproszeniom. Przez cały tydzień ugaszczano mnie: kto obiadem, kto kolacją. Wszędzie rozpytywano o najdrobniejsze szczegóły pojedynku. Opowiadałem... nawet, bywało, w przytomności króla, udającego, że nic nie słyszy.

Casanova jedzie do Kijowa, której to atoli podróży nie znajdujemy opisu w jego pamiętnikach. Wraca do Warszawy i zastaje tam całkiem względem niego odmienione ludzi sentymenty. Najlepsi przyjaciele zdają się go formalnie unikać. Nikt go do siebie nie zaprasza. Sam wojewoda ruski zaledwie odpowiada na ukłon. Cóż się stało? Okazuje się, że do Warszawy nadpływały z zagranicy nader niepochlebne wieści o imćpanu Casanovie de Seingalt. Tak mu przynajmniej powiedział, nie owijając niczego w bawełnę, Sułkowski. Były oczywiście w tych wieściach i rzeczy prawdziwe, i oszczercze pogłoski... Lecz któż by tam jedne od drugich odróżniał — w Warszawie! Do króla doszły i było rzeczą ryzykowną pokazać się u dworu. Sułkowski doradzał: opuścić co najrychlej Warszawę. Rada była dobra, lecz absolutne pustki w kieszeni uniemożliwiały na razie zastosowanie się do tej najlepszej rady. Pisze tedy Casanova do Wenecji o monetę i siedzi w Warszawie. Oto jednak incydent, który przyśpieszył jego wyjazd ze stolicy Polski.

*

Pewnego pięknego poranku zjawił się u mnie ów generał, który sekundował Branickiemu w pojedynku. Przychodził w imieniu króla z wyraźnym rozkazem Jego Królewskiej Mości, abym w ciągu ośmiu dni opuścił Warszawę. Żachnąłem się, zawołałem, że to wiolencja239, że nie usłucham, że mogą mnie tylko wywieźć z Warszawy, że na świat cały będę protestował...